[sekundę...] 
feed

darmowy hosting obrazków



darmowy hosting obrazków



Justyna B
arańska – ur. 1988 r. w mieście Wojaczka, mieszka w Rudzie Śląskiej. Studiuje kulturoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach.
Uwielbia czerwone buty, fioletowe niebo i Czesławów. Wraz z poznaniem Baudelaire’a w jej życiu na stałe zagościła poezja.
Nagrodzona na Portalu Pisarski za opowiadanie „9”, a wiersz „pięć na dwa” wyróżniła Mirka Szychowiak.
Jej teksty zostały umieszczone w Antologii Forum: Ogród Ciszy, zatytułowanej: „ogrodowe pejzaże” (2009) oraz w Antologii Forum Plezantropia (2009). Wiersze ukazały się również w kwartalniku sZAFa (32/2009).

Używane pseudonimy: anima, hayde, czerwona oranżada.


Wywrota - komuna internetowa









Opublikowano mnie w:
  • Szafie (32/2009)
  • Antologii Ogrodu Ciszy
  • Antologii Forum Plezantropia





    Ciekawe strony:










  •  



  • PARA-LAKSA, czyli HEROINA i RÓŻOWY SŁOŃ  na poprawę humoru



  •  



    Image Hosted by ImageShack.us




    darmowy hosting obrazków



    darmowy hosting obrazków




    Strony związane z literaturą/ czasopisma:

    chichot

    [05.02.10/18:37]



    - Sancho? - szepnął Don Kichot, gdy jego towarzysz po ciężkim dniu wypełnionym przygodami i wypytywaniem o piękną Dulcyneę układał się do snu.
    - Czego?!
    - Dzięki, że we mnie wierzysz.


    komentarze [0]

    VI. Zalew

    [03.02.10/17:42]
    Popatrzył na swoją twarz, odbitą w tafli jakiegoś zabrudzonego zalewu, obrośniętego na dodatek zgrają kiczowatych w banalności krzaków, i pomyślał, że coś mu umknęło w tej opowieści. O ile podróż rozpoczęła się bardzo konkretnie, o tyle teraz czuł się rozmyty, zupełnie jakby ktoś odebrał mu kontury. Głupio było zapytać: kim jestem, gdy odczuwał przepływ całego świata. To gorzej niż stać się powietrzem, które przynajmniej jest niezbędne do życia i którego substytutu żaden prosty wieśniak nie wytworzy. Ba! Miał wątpliwości, czy nawet naukowiec by podołał.

    Twarz wzbogacona o fale wykrzywiła się. Był to uśmiech człowieka dbającego z niesamowitą pilnością, by jego imię pozostało w ukryciu. Woda zapewniała anonimowość, spowalniała ruchy, które za linią brzegu powodowały konsekwencje. A konsekwencje jego myśli nie pozwalały przekroczyć tej kuszącej granicy, zanurzyć się po czubek nosa. Najzwyczajniej zniknąć w procesie dyfuzji. Kropla krwi za kroplę wody rozpraszającą swoim chłodem wszystkie wyobrażenia.

    Mogłoby się tak stać, ale rany po wbitych pazurach Herflika wciąż bolały. Jego misja odnalezienia Joanny stała się obsesją. Może właśnie w ten sposób ludzie się zakochują? Ktoś aplikuje im truciznę, działającą tylko na daną część mózgu. Neurony pobudzają pamięć częściej niż zwykle, w szczególności pewien obszar - obraz, na którym utrwalił się ten on czy ta ona.

    - Pora iść dalej – na tarczy zegarka wskazówki ustawiły się do siebie prostopadle, co oznaczało, że bezlitośnie wybiła trzecia. Nigdzie nie poszedł.

    - Która strona jest mi pisana? Teraz, gdy Chrystus kona na krzyżu i przebrzmiałe od jego Eli, Eli lama sabachtani chmury robią slalom w kierunku horyzontu, co chwilę zawracając, by rozmywać się razem ze mną?

    Coś się szykuje, ale nie miał już odwagi powiedzieć tego głośno. Siła, zwykle popychająca do przodu, ukryła się za symbolami. Raczej kusiła! Spod kusej spódnicy wystawiała nogę, kierując wzrok wprost na spływającą z przyszłych stygmatów krew. Niech się święci – uklęknął i pierwszy raz od wielu lat zasmakowało mu wino. Wyczuwał w nim jakąś metaliczność, jakby grot włóczni przebijającej święty bok dodawał aromatu. To była ta odrobina agresji, jaką wyzwala przyzwolenie na wyładowanie własnej słabości. Później przychodzi realność i trzeba zmierzyć się z tym, co wyczyniają ręce. Każdy mord można upchnąć w ramy sprawiedliwości, dociągnąć gorset, żeby zobaczyć jak mdleje z braku powietrza. Chwila. Rzuca się po podłodze, aż w końcu zamiera. Do działania przystępuje cisza.

    Był jeszcze piasek, który wywiódł na pokuszenie i chleb, ciało pozbawione promieni słonecznych, bielsze od piany morskiej – z niej wyszła Wenus dająca jedynie miłość.

    Klękając, odrzucił głowę w tył. Czuł na twarzy spojrzenie, godzinę trzecią i chmury. Nie mów, że nie przeistaczasz, bo dom twój stanie się jadłodajnią, sejmem z kanapkami, mównicą oraz ludźmi, uwijającymi się nad tworzeniem nowych obelg. O B E C N O Ś Ć zniknęła, nie pozostawiając nawet szansy na odpowiedź. Właśnie dlatego zaczął krzyczeć:

    - Gdzie jesteś?!

    - Zamknij się i wejdź do budki telefonicznej – odpowiedziała Joanna, zamykając drzwi drugiej.

    Był jej wdzięczny, że z całej kochanej brytyjskości nie wybrała piętrowego autobusu ani nieruchomych facetów. Czerwona budka przypominała raczej szafę, pozwalającą podglądać z ukrycia przechodniów. Rozmawiających przez telefon nie bierze się pod uwagę. Można stanąć do nich tyłem i niepostrzeżenie poprawić majtki, które złośliwie wżynają się w nieodpowiednią część ciała.

    - Myślę, że tak będzie łatwiej – Joanna odezwała się w słuchawce.

    - Dla kogo?

    Ktoś sprytnie ustawił budki plecami do siebie, wbudowując pomiędzy kawałek ściany. Bezimienny żadnym sposobem nie mógł podejrzeć, co robi rozmówczyni. Tylko wyobraźnia podpowiadała, że znów ma czerwone usta.

    - Dla mnie. Siedzenie w knajpach zawsze kończy się pod stolikiem, a to nie sprzyja naszej sytuacji, prawda? – Nie odpowiedział, więc kontynuowała. - Dostałam list. Ale on przyjdzie spóźniony.

    - Co?

    - List.

    - List? – Wyobrażanie czerwonych ust osłabiło sprawność jego inteligencji. – Przyjdzie spóźniony? Niemożliwe. Już dotarł na czas.

    - Ale będzie spóźniony. Oczko też ma swój krzyż, a jest już przecież po trzeciej. Musi wyzionąć ducha, żeby historia zatoczyła koło. Nie ma innego wyjścia.

    - To po co to wszystko? – Chciał odwiesić słuchawkę, skoro i tak słyszał każde słowo bez jej pośrednictwa, ale nagle drzwi otworzył karzeł ubrany w strój ekipy remontowej. Pogroził mężczyźnie palcem, mamrocząc coś o trzymaniu się zasad, karach za niesubordynację, jak również o prognozach pogody. Przestały pozytywnie usposabiać do zachowań zalewu. Bezimienny pokiwał głową. Jaki miał wybór? Stanąć naprzeciw wody i modlić się o deszcz, żeby pozwolił zbliżyć się do krawędzi?

    - Wszystko to my. Każda budka z czasem staje się zamieszkała, tylko że nie przez ludzi. Ludzie są głupi…

    [Narrator ubolewa, podobnie jak jego bohater, chciałby zobaczyć, co w tej chwili robi Joanna. Czy zaciska kurczowo palce na słuchawce, spoglądając w ziemię? Włosy równie dobrze mogłyby zakryć przeszklone oczy, co być trzymane w ryzach przez wielką spinkę w kształcie ważki. A gdyby siedziała na krześle barowym, żując gumę i od czasu do czasu przekładając nogę? Na ile zmieniłby się dramat?]

    …skupiają się na celu, zapominając, że to ruch udowadnia im, że żyją.

    - Czy ty jeszcze żyjesz, Joanno? Nie zagłębiając się w hasła, które i tak zostały już milion razy wypowiedziane przez starszych, mądrzejszych, a nawet wieki temu. Nie wiem na ile nasza historia jest skończona, czy może też musi toczyć się w kółko?

    Tym razem to nie karzeł, a kobieta otworzyła drzwi. Włosy ani nie opadały na oczy, ani nie zostały upięte w żaden sposób. Swobodnie spływały na ramiona, nie pozwalając jednak przeglądać się w nich. Nie każda tafla chce wchłaniać czy, idąc dalej, przetwarzać krajobrazy. Kosmyki połaskotały go po szyi, kiedy na wzór dziewczynki szukającej schronienia, Joanna przylgnęła do klatki piersiowej Bezimiennego. Nazwane zjawiska stają się oswojone, a on nie chciał zatrzymać tej chwili, która uczyniła z niego bohatera, bo już wiedział, że uratował Oczko.

    Na nierozmytej twarzy Zaginionej-księżniczki rysowało się pytanie dotyczące krótkiej refleksji o śmierci. W dalszym ciągu nie był pewny odpowiedzi, ale przeczuwał, że ukrywa się gdzieś w konfrontacjach cmentarnych. Dzieci przemieszczające się między nagrobkami, wysuszone liście, które stają na drodze dęba. Z drugiej strony chłód, nadciągający od ziemi, tylko na pozór przepędzający go płomień znicza. I znów pytanie.

    - A skąd pan wie, że pan jeszcze nie umarł?

    - Pocałuj mnie – nadstawił się czerwonym ustom, rozchylonym i chętnym pieszczocie. Na wzór Belmonda przejechał palcem po własnych wargach, a ona wraz z Jean Sebereg odegrała wszystkie miny Patricii.

    - Zadzwoniłam na policję – powiedziała, nie spuszczając wzroku z warg.

    - Po co? To nie ja kradnę samochody, a Michel Poiccard. Zapytaj go, gdy następnym razem pozwoli ci zasnąć przed ekranem, po którym właśnie się przechadza.

    - Michel to ty, trzeci krzyż na Golgocie, upadający od pięćdziesięciu lat na paryską ulicę z pomocą policyjnych kul.

    Bezimienny bardzo chciał wskazać jej, gdzie to wszystko ma, ale nie pozwoliła mu na to. Odbiła szminkę na jego ustach, kosztując czubkiem języka smak perłowych zębów. Zwężone oczy wtórowały śmiechowi, kiedy stwierdziła, że jest całkiem apetyczny jak na podrzędnego gangstera, ale lepiej by było, gdyby pijał coś z większą ilością gwiazdek. Cała odpowiedź Bezimiennego miała zostać wyrażona w pocałunku, do którego nie doszło. Joanna opuściła budkę, pozostawiając za sobą ślad z porozrzucanych ubrań. Obojętna była jej tablica z zakazem kąpieli, a mężczyźnie widok nagich pośladków towarzyszki. Jego uwagę kompletnie pochłonął papierek po landrynkach, na który padł, cudem przepchnięty pomiędzy chmurami, promień słoneczny. Poznał charakter pisma. Czarny marker głosił: Śląsk ma wiele kominów, ale żaden tak nie rozgrzewa… Dalsza część przepadła poza ramami papierka.

    - Wracaj do blokersów – krzyknął, gdy głowa Joanny wynurzyła się z wody. Podszedł do swojej zaczarowanej granicy i nie tyle widok zmąconej tafli, co jej ciężar wprowadził go w zdumienie. Rozmywał się podczas przeglądania w ołowianych ściekach, a może to kobieta przeistaczała się w ołowianą syrenę.

    - A jeśli Dog Niemiecki poprosi mnie o rękę?

    - Powiedz mu, pyta, że hej! Ręce trzymaj w kieszeni. Cześć!

    komentarze [0]

    Limerykalnia

    [27.01.10/21:09]
    Ha! Wzorując się na facebooku, możemy zadać sobie pytanie, do czego człowiek jest zdolny, żeby tylko nie uczyć się wtedy, kiedy trzeba. Poza milionowych sprawdzeniem czy na liście gg ktoś zmienił opis, czy przyszedł nieoczekiwany mail, czy na fb są nowe testy, czy na wywrocie ktoś wiersz nie dodał itd. itp. - można jeszcze połączyć siły w jakimś kreatywnym miejscu i zacząć poprawiać sobie humor, pisząc limeryki.

    Najpierw trzeba zrobić coś dla wprawy. Jeśli np. akurat czytało się opowiadanie o policjantce, która szuka zboczeńca porywającego kobiety i głupio wpada w sidła "kryminalisty", i jeszcze pózniej się okazuje, że za wszystkim stoi były mąż, który nawiązał kontakty z czymś w rodzaju stowarzyszenia byłych mężów, którzy kochają i chcą odzyskać swoje kobiety poprzez roczne tuczenie ich najlepszą kuchnią aż osiągną rozmiary słonia i będzie trzeba wozić je dzwigiem, i nikt inny już ich kochać nie będzie; w takim przypadku można napisać limeryk podsumowujący:

    Pewien multimilioner ze Szwecji
    miał żonę rozpustną jak greckie freski.
    Puściła go kantem,
    więc pasł ją bażantem.
    Teraz tylko on zna rozmiar kiecki.

    Jeśli ktoś czuje jednak, że jeszcze się nie rozpisał, to warto wziąć sobie pod obstrzał coś bliższego:

    rudośląski rolnik znad Kłodnicy
    czuł do sąsiadki popęd króliczy
    swoją starą na pole
    a sąsiadkę w oborę
    pchał aż przeszkodził wylew tętniczy


    Po tym wszystkim można przystąpić do celowania osób bardziej lub mniej znanych. Na przykład obrać sobie taką wywrotę jako zródło rozmaitych ludzi.

    1.
    opiekacz - Dominika z Elbląga
    przed pracą ostro się ziołem zaciąga
    szuka wybitnych wierszy
    wśród wersów coraz cieńszych
    ale nawet lufka nie pomaga


    2.
    młodziuteńkim poetą spod Gdańska
    zawładnęła kobieta słowiańska
    do ucha mu szeptała
    i za pióro łapała
    wciągnęła go wywrota szatańska


    3.
    Katarzyna z czerwonej wywroty
    rozwala grafomanów w soboty
    wtem ręka jej zamiera
    - na straży ma cerbera
    facet chce by spisała erotyk


    4.
    pewnemu miśkowi z Legnicy
    opadł przyrząd poniżej miednicy
    nad stanem długo dumał
    aż w końcu prawdę skumał
    pióra nie chcą machać po próżnicy


    5.
    emigrant z miasta skąd piwo tyskie
    stworzył jaqintyzm na pewnej wyspie
    z absurdem paradował
    głupio konto skasował
    a niech ściemni że to z burzy błyskiem


    6.
    Joanna co wykłada w Sosnowcu
    nie chciała oddawać się w grobowcu
    woli w lesie na łące
    przy soczystej poziomce
    poprawiać teksty swych wywrotowców


    7.
    Kubie – nie wiadomo już gdzie mieszka –
    przyszła chęć na słonego orzeszka.
    Przeszukał każdy pokój,
    o kaktusy się pokuł,
    u nas wyżalić się nie omieszka.


    8.
    brodaty Grzesiek z Polanowa
    rymem przywalić nam planował
    ale wyłączono prąd
    bo za mały jego żołd
    noc może spędzić jak Casanova


    9.
    urocze opiekunki z wywroty
    zamiast ganić nas za wszystkie gnioty
    tworzą limeryki
    lepsze od krytyki
    choć i w te strony mają ciągoty


    10.
    Lemur (podobno teraz) z Wrocławia
    miał w zwyczaju do ludu przemawiać
    w knajpie na scenie stawał
    wódkę szybko dostawał
    by zamiast ciętych słów puszczał pawia


    11.
    żądny przygód Jacuś Pe. z Warszawy
    nie dopuszczał do siebie żadnej baby
    każdej słowo przed nosem
    ukazywał cienkim głosem
    wzdychając wciąż do panny z Iławy


    12.
    a ten Kliner co nam z wysp dowala
    wcale nie ma serca brutala
    musi se pomarudzić
    nim mu się żona zbudzi
    poza ekranem jest misiem koala

    13.
    jest jeszcze Estelka z trzech polskich miast
    która usłyszała poezji wrzask
    wróciła na wywrotę
    by ożywić martwotę
    teraz przywraca rudą Maj do łask


    14.
    Ewa z miasta w nazwie z krupskim młynem
    zapragnęła zmienić się w blondynę
    wywrotowcy w ostatniej chwili
    od głupoty ją wybawili
    częstuje ich teraz grzanym winem


    15.
    Jest jeszcze Michał z chustką przy nosie,
    który nie chce okazać się łosiem
    - Andrzeja Cnotliwego
    upycha swym kolegom,
    sprawniej niż na nie jednym pornosie.


    16.
    Mówmy o facecie z dolnego śląska:
    Tomasza poezja bardzo grząska
    wciąga nakazy bogów
    tych polskich filologów,
    których znajdzie na chińskich zakąskach.

    komentarze [0]

    z Pawłem historie dalsze

    [25.01.10/20:48]



    Paweł i pociągola



    miałam zacząć od snu
    ale myślę Paweł że ci się nie spodoba
    wolisz jak prowadzę przez tory
    na których pociąg nie chce wołać tokkółata
    możemy usiąść powdychać

    jesień

    zapanowała na polach rdzawiąc horyzont
    nie wiem jak długo jeszcze będę wierzyła
    w konstelacje które budujesz na niebie
    mają nas łączyć księżyce przez okna
    poślemy ich blask w lusterkach

    wrócą sny i zamilknę
    nim wymienimy usta każdy pójdzie do domu


    /wrzesień '09/






    Zależność człowieczeństwa od snowboardu



    Dzień pierwszy. Nauka jak utrzymać się na desce,
    rozłożone ręce pozwalają wzbić się w pozycję
    na za dwadzieścia szósta. Jeszcze kawałek,
    droga na lewo została usiana drzewami,
    miękkie mają poszycie, obrośnięte w pułapki przypominają kobiety
    - wygięte biodra flirtują z deską, wbiegają na nią
    jakby chciały zlać się z ciałem.

    Dzień drugi staje się unikiem, jeszcze nie rozumiem,
    ale widzę miejsca niezatrzymane przez nikogo.
    Jest coraz później, za kwadrans powinnam być człowiekiem.
    Krople na czole znaczą drogę. Trzeba się podeprzeć
    o wybite palce skupione w twardniejącym lodzie.

    Przestaję liczyć, godzina szósta nie nadchodzi, gdy spoglądam
    na zegarku tarcza zaparowana. Kręgosłup sprzyja grawitacji i desce.
    Mogę się tylko zatrzymać, usiąść obok Pawła, jego dłoni
    mówiącej: ten stok to przepaść. Wszyscy chcą stanąć na dole,
    będąc w ruchu jak najdłużej.

    Czy to Równica naprzeciwko wyłania się z chmur,
    pytam, ale Paweł nigdy się nad tym nie zastanawiał.
    Rozmasowuje mi stężałe w skurczu łydki i już wie,
    że to ani nie dzień ostatni, ani nie wszyscy.



    /Ustroń, styczeń ‘10/

    komentarze [0]

    Balkon

    [18.01.10/19:49]
    Tekst został zamieszczony w Antologii Forum Plezantropia [2009].

    „Balkon”


    - Deszcz!
    Twarz dziewczyny rozjaśniła się, jakby padł na nią promień słońca, ukrytego daleko za kłębami chmur.

    Co się robi z takim uśmiechem, żeby nie zniknął? Obrazy, fotografie, filmy... sztuka i wszystko, co martwe. Chwila trwa wieki, ale staje się zombim. Jakby się nad tym zastanowić, to dostrzegam zgniliznę. Chwilę pokrywa zielonkawa maź, cuchnąca z daleka. Dziwne, ale wszyscy stają się spokojniejsi, gdy czują w powietrzu nadzieję. Substytut życia krąży pomiędzy ludźmi, dostarcza im pożywienia, doprowadzając do halucynacji.

    Wybiegła na balkon, nie zwracając uwagi na drzwi, które zatrzymały się w ostatnim momencie, unikając zderzenia z mosiężną donicą. Świat rozpłynął się w istotności. Ważny był deszcz, jego strugi spływające po wyciągniętych dłoniach. Nadgarstki otoczyły śliskie węże, łaknące coraz większego kawałka ciała. Bez problemu dostały się pod rękawy bluzy.
    - Kiedy ostatni raz go widziałaś? - musiałem otrzymać jakąś odpowiedź, tylko dlatego nie uciekłem jeszcze z tego zatęchłego mieszkania .
    - Powinieneś spróbować.
    Bez ostrzeżenia złapała moją rękę i szarpnęła w kierunku balustrady. Co miałem zrobić? Próbowałem podążyć tropem jej myśli, wziąć przykład z deszczu i wsunąć się do ciepłego wnętrza. Przejść się neuronami, aż odkryję którąś z mrocznych tajemnic. Potrzebowałem tematu, tymczasem pewność spływała wraz z kroplami.

    Ludzie myślą, że mają szansę na zobaczenie zmarłych. Wystarczy za życia być z nimi w jakiś wyjątkowy sposób złączonym albo w ostatniej godzinie podać szklankę zimnej wody. Smak jest silniejszy od naszych pragnień, potrafi przenieść dalej niż sięga wzrok. Woda – pierwszy napój, który Adam zakosztował w Edenie. Sok z jabłka, cieknący po ustach, brodzie... To tylko coś wtórnego – obrazy, fotografie, filmy. „Żyjemy tak, jak śnimy”, ale ludzkie ciała w dalszym ciągu składają się głównie z wody. Gdy dajemy jedną kroplę umierającemu, zaszczepiamy mu siebie. Od tej pory jest więźniem organizmu, który miał czelność zdobyć się na miłosierdzie.

    Złapałem dłonie dziewczyny i pociągnąłem pod zadaszenie. Były lodowate, ale nie martwe, wręcz odwrotnie. Zaskoczony odrzuciłem je, żeby z tego chłodu nie wybuchnęło niezbadane źródło ciepła. Kiedyś czytałem, że jeśli wsadzi się coś gorącego i coś letniego do zamrażarki, to pierwsze zamrozi się szybciej. Może życiową energię można wydobyć, idąc w przeciwnym kierunku? Prawdziwa kula ognia została pogrzebana pod skorupami lodu.
    - Dlaczego nie potrafisz przestać się bać? - utkwiła we mnie wzrok.
    Rzeczywiście, spoglądając w złociste refleksy piwnych oczu, włoski usiane wzdłuż kręgosłupa poczuły się jak w wojsku. Komenda: baczność i wszystkie powstały.
    - Który jestem? - chyba nie pojmowała, o co pytam ani dlaczego w ogóle tu jestem. – Media bardzo się tobą zainteresowały, ale od kilku miesięcy nikt nie jest w stanie złamać twojego oporu. Zastanawiałem się, ilu takich, jak ja, miało okazję z tobą rozmawiać, o ile to można nazwać rozmową.
    - Pan coś wie na temat R O Z M O W Y? – zabrzmiało to co najmniej ironicznie, ale w końcu udało mi się ją czymś zainteresować. Patrzyła z niedowierzaniem i teraz to ja czułem, że mam przewagę, ale nie cieszyła mnie. Szczególnie nie cieszył mnie strach, który zgasił złociste refleksy.

    Czasami nasze masochistyczne zachowanie wymyka się spod kontroli. Widzimy cel i nie ma w tym nic złego, jeśli po drodze nie zezwolimy na upodlenie. Przecież potem będzie wolność. Potem jest do niej coraz dalej. Narkotyk zaczyna działać, uzależnia, omamia... Na koniec dowiadujemy się, że każdy tyran jest masochistą. Szukamy większych od siebie, żeby spoliczkować się własną pięścią.

    Miałem się już wycofać, by znów je zobaczyć, doświadczyć złocistych refleksów, ale nie byłem wolnym strzelcem. Miałem zadanie do wykonania. Od dziecka babcia ostrzegała mnie przed wiedźmami, właśnie spotkałem najgorszy gatunek. Kobieta, znająca odpowiedzi na pytania, które nigdy nie padną. Jej umysł stał się ściśle tajny zanim rówieśnicy zaczęli raczkować, zanim jej dłonie otoczyła lodowa pokrywa.
    - Nie każdą rozmowę wolno nam wysłuchać. Tamten facet wyciszył szumy, zebrał do kupy skrawki materiału. Był cholernie dobry w swoim fachu. Jak to się mówi? Miał talent. Potrafił sam zrobić sprzęt i ukryć go w przedziwnych miejscach.
    Przestała na chwilę mówić, przechodząc się po balkonie. Stanęła tuż za moimi plecami i wiedziałem, że nie mogę szybko się odwrócić. Melodyjny, choć nieco zachrypnięty głos, nawet bez tego przysiadł na ramieniu, tuląc się do szyi.
    - Najśmieszniejszy był podsłuch, który udawał prezent. Tak, prezentom zdarza się przywlec ze sobą śmierć. Wie pan, on wysłał tamtą rozmowę do zleceniodawców, ale nie do końca. Miał nosa i wycofał się z ofertą. Sumienie nie jest z gumy. Nie wytrzymałoby kolejnych trupów pośrednio z jego winy. Ale klops, zleceniodawcy sami zabrali taśmy. Afera wyszła na jaw. - Przechyliła się przez balustradę, wyciągając język. Bawiła się na moich oczach, a ja nic nie mogłem zrobić, by przywołać ją do porządku. Nie wolno mi było płoszyć młodych dam. – Takie miały być pytania, prawda? Pan lubi podsłuchy?
    - Nie miałem przyjemności korzystać...
    - Dobrze. Może pana nie wykorzystają.

    Po całym dniu zbierania poszlak, zjaw i geniuszy, trzeba się pocieszyć, że chociaż pamięć jest w miarę sprawna. Leonard Shelby jako przykład na tabula rasa, pączki babci, która po wyciągnięciu ich z oleju, dziękuje, że zrobiłem jej zakupy. Jest jeszcze Smerfeta, nie nosi nic prócz swetra i adidasów. Łatwo zapomnieć, w ilu założonych ciuchach mieszka przyzwoitość. Może wystarczą kalosze z parasolem, by nie zmoknąć? Ale deszcze nie bywają osamotnione. Pod rękę kroczą z wiatrem, liście biegną po asfalcie, całują nagie ciała. Przed nimi jesień pozdrawia i przeprasza, że na dzień dobry zawsze się rozkleja. Nie... to jednak nie pocieszenie. Lepiej zamknąć pamięć do szkatułki, niech łapie się w martwe i straszy z albumu.


    - Ten facet – wskazałam podbródkiem na człowieka – zawsze tu stoi, gdy napada go deszcz. Wszystko przez psa. Wielki kudłacz. Nie znam się na rasach, ale ludzie mówią, że gdy zawoła go pan, to zbiegając z czwartego piętra w bloku, mógłby zabić każdego, kto stanie mu na drodze. Nieumyślnie, oczywiście. W bloku, w którym mieszkają, jest wiele dzieci. Jeszcze żadne nie zniknęło, poza tymi, które dorosły.
    - Izabelo? Jaki facet? - Deszcz zacinał coraz bardziej, ale nie na tyle by całkowicie uniemożliwić mi widoczność. - Nikogo nie widzę.
    - Doprawdy? - odwróciła się w moją stronę. Na ustach pojawił się ten sam uśmiech, którym witała pierwsze krople. - Zatem dopiero dostaniesz prezent i wiesz... może się okazać, że będzie więcej warty niż twoje życie.

    komentarze [0]

    Archiwum

    VI. Zalew [03.02.10/17:42] komentarze [0]
    Limerykalnia [27.01.10/21:09] komentarze [0]
    z Pawłem historie dalsze [25.01.10/20:48] komentarze [0]
    Balkon [18.01.10/19:49] komentarze [0]
    Maski i głosowanie [17.01.10/19:11] komentarze [0]
    opóźniona gratyfikacja [16.01.10/17:02] komentarze [0]
    BLOG ROKU 2009 [14.01.10/15:30] komentarze [6]
    trzeba iść dalej [10.01.10/22:47] komentarze [1]
    drogi na pół [03.01.10/11:03] komentarze [0]
    Fantasia [30.12.09/11:56] komentarze [0]
    zbananowany [25.12.09/03:25] komentarze [0]
    pędractwo 2 [21.12.09/19:51] komentarze [0]
    jak od dentysty do Edwarda [19.12.09/00:10] komentarze [0]
    V. Poczta [18.12.09/11:35] komentarze [1]
    Edward odradza wieloryby [15.12.09/22:02] komentarze [0]
    herbaciarnia, drzewa, Mozart [13.12.09/22:29] komentarze [2]
    homogenizowane [11.12.09/01:05] komentarze [0]
    kilka słów o [09.12.09/18:27] komentarze [0]
    o poecie Ś., dla którego nie ważna jest perspektywa [08.12.09/18:56] komentarze [0]
    ;D [06.12.09/19:53] komentarze [0]
    ... [05.12.09/14:50] komentarze [0]
    Woody Allen [01.12.09/16:42] komentarze [0]
    świat manipulantów zostawmy za drzwiami [30.11.09/20:15] komentarze [0]
    wybór [27.11.09/00:43] komentarze [1]
    porozmawiajmy szczerze [24.11.09/23:56] komentarze [0]
    masakra szminką mało mechaniczną [21.11.09/15:39] komentarze [0]
    studia [19.11.09/19:54] komentarze [1]
    Ślepcy [19.11.09/00:26] komentarze [0]
    chodźmy na spacer [17.11.09/14:25] komentarze [1]
    ogonek i ryjek są moim orężem... [15.11.09/22:55] komentarze [0]
    z prawd życiowych/filmowych [15.11.09/00:03] komentarze [5]
    Marzyciele [11.11.09/00:25] komentarze [0]
    IV. Cmentarz [10.11.09/22:10] komentarze [0]
    bitwa na pędraki [10.11.09/16:17] komentarze [0]
    stragan na rycerze [09.11.09/22:13] komentarze [0]
    zwietrzały [08.11.09/21:45] komentarze [0]
    stroboskopowa środa [08.11.09/16:20] komentarze [0]
    osiagnąć 101 lat i wciąż pisać [04.11.09/21:46] komentarze [0]
    III. Skrzyżowanie [02.11.09/20:20] komentarze [0]
    O Srebrną Łuskę Pstrąga [30.10.09/16:11] komentarze [2]
    II. Rzym [29.10.09/21:13] komentarze [0]
    World Press Photo i plecy [27.10.09/23:29] komentarze [1]
    I. Most [27.10.09/22:52] komentarze [4]
    w którym idzie przede mną [19.10.09/00:03] komentarze [0]
    dEkonstrukcje: II Ogólnopolski Konkurs Poetycki [16.09.09/13:12] komentarze [0]
    s Z A F a [12.08.09/12:54] komentarze [0]
    pięć na dwa [10.07.09/19:00] komentarze [0]
    Sekret Freuda [09.07.09/19:53] komentarze [1]
    chłopiec polski [24.06.09/00:07] komentarze [1]
    znowu się chwalę [09.06.09/00:10] komentarze [5]
    Limeryki [08.06.09/15:09] komentarze [3]
    Antoloooogia :D [02.06.09/17:58] komentarze [4]
    vilanella [11.05.09/23:56] komentarze [0]
    Poezja nieba II [20.04.09/14:33] komentarze [0]
    fristajla z miszczem mechanicznych gołębi [17.04.09/23:13] komentarze [0]
    znad barykady [13.04.09/14:37] komentarze [1]
    mały tybetański sputnik kruszy ciastka na dworcu [26.03.09/22:49] komentarze [0]
    brzdęk brzdęk [08.03.09/11:55] komentarze [0]
    rondo sztuki [24.02.09/00:35] komentarze [0]
    feeria mi w środku gra [22.02.09/01:39] komentarze [2]
    tory razy dwa [15.02.09/01:39] komentarze [2]
    skorupa [13.02.09/23:45] komentarze [2]
    Czesław [10.02.09/13:09] komentarze [6]
    (ro)zwój [05.02.09/22:53] komentarze [1]
    przyjacielowi [03.02.09/00:40] komentarze [5]
    dialog [22.01.09/21:59] komentarze [2]
    POMOCY! [21.01.09/22:16] komentarze [6]
    być znaczy być postrzeganym [20.01.09/18:05] komentarze [1]
    Jan na pokładzie "Narcyza" [19.01.09/20:03] komentarze [3]
    zimowe marudzenie o wszystkim i o niczym [11.01.09/22:57] komentarze [11]
    Konkursy [21.12.08/10:46] komentarze [6]
    mini autobusy [19.12.08/21:25] komentarze [0]
    o Grześku z nikąd, za to z głową wypełnioną wierszami [14.12.08/17:05] komentarze [6]
    Medea pod lupą [13.12.08/14:23] komentarze [7]
    herbata [09.12.08/20:13] komentarze [13]
    Elza zostaw wujka! [08.12.08/20:05] komentarze [0]
    Piotr, który pił z Oskarem [05.12.08/21:24] komentarze [5]
    więzi bez fotografii [04.12.08/23:16] komentarze [2]
    Secesyjnie, marysiowo [02.12.08/19:56] komentarze [11]
    Sen nocy letniej [30.11.08/13:37] komentarze [2]
    Kosmos [26.11.08/14:26] komentarze [4]
    Cześć [25.11.08/23:22] komentarze [14]