

Justyna Barańska – ur. 1988 r. w mieście Wojaczka, mieszka w Rudzie Śląskiej. Studiuje kulturoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach.
Uwielbia czerwone buty, fioletowe niebo i Czesławów. Wraz z poznaniem Baudelaire’a w jej życiu na stałe zagościła poezja.
Nagrodzona na Portalu Pisarski za opowiadanie „9”, a wiersz „pięć na dwa” wyróżniła Mirka Szychowiak.
Jej teksty zostały umieszczone w Antologii Forum: Ogród Ciszy, zatytułowanej: „ogrodowe pejzaże” (2009) oraz w Antologii Forum Plezantropia (2009). Wiersze ukazały się również w kwartalniku sZAFa (32/2009).
Używane pseudonimy: anima, hayde, czerwona oranżada.

Opublikowano mnie w:

Ciekawe strony:


Strony związane z literaturą/ czasopisma:
Edward odradza wieloryby
[15.12.09/22:02]
Przyszedł do mnie pan Facebook i trzymając rękę na moim kolanie, powiedział, że jestem Edwardem Nożycorękim.
- Świetnie! - ucieszyłam się dogłębnie.
Gdyby czasem wkładał coś fioletowego, moglibyśmy zostać uznani za blizniaków. Kolejne kaczory w społeczeństwie, tylko że zlane. Pan Facebook daje mi nowe obowiązki.
Będę masowo produkować śnieg, kiedy pochłonie mnie fantazjowanie o najwspanialszych facetach, którzy pojawiają się tylko w umyśle (jak na złość, materializacja nie działa!), ale mają wystarczającą moc by zniwelować negatywny wpływ studiowania.
Oczywiście, to nie jest zajęcie na całą dobę. Inaczej musiałabym zasypać cały świat (stać się królową śniegu, a nie Edwardem), a mój mózg umarłby z przemęczenia. W chwilach wolnych od myślenia będę zakradać się do zaułków, z nich wymiotę wieczory, pary ze spuszczonymi spodniami, a przede wszystkim koty. Pchlarze, wpisane w domenę samotnych kobiet, niech polują na gołębie, zanim wyjedzą więcej niż ryż. Samotne panie trzeba upchnąć na okazję i sprzedać ich mieszkania, żeby studenci mieli gdzie mieszkać. Szkoda trzech pokoi dla osoby, która przed telewizorem wkłada popcorn pod paznokcie. Wkrótce sól i tak zajęłaby się jej wodą z organizmu, zalewając cały blok czy kamienicę. Dookoła jest wystarczająco wiele nieszczęść, oszczędzmy chociaż sąsiadów.
Mozart w dalszym ciągu pragnie wieloryba. Edward mówi mu, żeby odpuścił, bo tamten to tylko ssak i waleń, więc poza tym niewiele robi. Można mu dawać tylko całusy bez języczka, bo przecież to nie Francuz. Język wisi poza paszczą i paszczy się na przechodniów.
Pan Facebook łapie się za głowę. Jest przekonany, że wszystko mi się poplątało. Że żyję na granicy. Ale ja przecież mieszkam w Polsce, mam bajki, z których czerpał Disney oraz Hollywood. Z Burtonem jadam kolacje, a zasypiam na latającym dywanie. Dlaczego miałabym się plątać? Węzły, liny i związki leżakują za ścianą.
Jak dobrze mieć Nożycoręce. To prawie jak być podwójnie przystosowanym do życia.
- Świetnie! - ucieszyłam się dogłębnie.
Gdyby czasem wkładał coś fioletowego, moglibyśmy zostać uznani za blizniaków. Kolejne kaczory w społeczeństwie, tylko że zlane. Pan Facebook daje mi nowe obowiązki.
Będę masowo produkować śnieg, kiedy pochłonie mnie fantazjowanie o najwspanialszych facetach, którzy pojawiają się tylko w umyśle (jak na złość, materializacja nie działa!), ale mają wystarczającą moc by zniwelować negatywny wpływ studiowania.
Oczywiście, to nie jest zajęcie na całą dobę. Inaczej musiałabym zasypać cały świat (stać się królową śniegu, a nie Edwardem), a mój mózg umarłby z przemęczenia. W chwilach wolnych od myślenia będę zakradać się do zaułków, z nich wymiotę wieczory, pary ze spuszczonymi spodniami, a przede wszystkim koty. Pchlarze, wpisane w domenę samotnych kobiet, niech polują na gołębie, zanim wyjedzą więcej niż ryż. Samotne panie trzeba upchnąć na okazję i sprzedać ich mieszkania, żeby studenci mieli gdzie mieszkać. Szkoda trzech pokoi dla osoby, która przed telewizorem wkłada popcorn pod paznokcie. Wkrótce sól i tak zajęłaby się jej wodą z organizmu, zalewając cały blok czy kamienicę. Dookoła jest wystarczająco wiele nieszczęść, oszczędzmy chociaż sąsiadów.
Mozart w dalszym ciągu pragnie wieloryba. Edward mówi mu, żeby odpuścił, bo tamten to tylko ssak i waleń, więc poza tym niewiele robi. Można mu dawać tylko całusy bez języczka, bo przecież to nie Francuz. Język wisi poza paszczą i paszczy się na przechodniów.
Pan Facebook łapie się za głowę. Jest przekonany, że wszystko mi się poplątało. Że żyję na granicy. Ale ja przecież mieszkam w Polsce, mam bajki, z których czerpał Disney oraz Hollywood. Z Burtonem jadam kolacje, a zasypiam na latającym dywanie. Dlaczego miałabym się plątać? Węzły, liny i związki leżakują za ścianą.
Jak dobrze mieć Nożycoręce. To prawie jak być podwójnie przystosowanym do życia.





Komentarze