

Justyna Barańska – ur. 1988 r. w mieście Wojaczka, mieszka w Rudzie Śląskiej. Studiuje kulturoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach.
Uwielbia czerwone buty, fioletowe niebo i Czesławów. Wraz z poznaniem Baudelaire’a w jej życiu na stałe zagościła poezja.
Nagrodzona na Portalu Pisarski za opowiadanie „9”, a wiersz „pięć na dwa” wyróżniła Mirka Szychowiak.
Jej teksty zostały umieszczone w Antologii Forum: Ogród Ciszy, zatytułowanej: „ogrodowe pejzaże” (2009) oraz w Antologii Forum Plezantropia (2009). Wiersze ukazały się również w kwartalniku sZAFa (32/2009).
Używane pseudonimy: anima, hayde, czerwona oranżada.

Opublikowano mnie w:

Ciekawe strony:


Strony związane z literaturą/ czasopisma:
jak od dentysty do Edwarda
[19.12.09/00:10]
- Niech pani włączy kamerę! Trzeba rozbawić pacjentkę.
Dentysta wsadził podłużne narzędzie do ust dziewczyny i polecił patrzeć na ekran. Chyba umknął mu fakt, że zamiast zębów to jej twarz stała się śnieżnobiała. Otchłań, którą miała przed sobą przekazywała tylko jeden komunikat: patrz, patrz, ile będziesz cierpieć. Tą samą śpiewkę potwierdziło wiertło, odgrywając serenadę przy zbliżaniu się do zęba.
- To ja jednak wsadzę pani lekarstwo - widocznie zaczął obawiać się o stan fotela, na którym pojawiło się już kilka wgłębień po paznokciach. - Proszę posiedzieć tak z dziesięć minut, żeby tlenek porządnie stwardniał.
Co miała robić? Rurka zasysała ślinę z ust, powodując jeszcze większą zbędność języka niż zwykle. Z trzech podstawowych funkcji, nie pozostała mu ani jedna. Nie mógł pomagać wydostawaniu się dzwięków artykułowanych ani tym bardziej procesom konsumpcji. Sytuacje intymne, w których bywa wykorzystywany, także otarły się o półkę z napisem: zapomnienie.
Spoglądała na stopy. Dobrze je zakonserwowała, żaden mróz nie miał prawa bytu w nowych butach. Poruszyła nimi, sprawdzając czy rzeczywiście należą do niej. Ale uśmiech, który pojawił się na moment za ssakiem, zniknął, gdy tylko pani z tvn style zjawiła się w takich samych kozakach.
- Świetnie - pomyślała - i cała oryginalność strzeliła w łeb.
- Ale pani ma piękne włosy - kobieta uwalniała ją ze śliniaczka i zasysacza. - Bardzo przypominają włosy Kai Paschalskiej!
To było tak, wszystko w jednej chwili: zeskok z fotela, mordercze spojrzenie, złapanie kurtki i torebki, połączone z wybiegiem z placówki.
* * *
kiedy kobieta i nadgodziny
Edward w pracy
a mi znów marzną dłonie
i w butach staw skuty lodowym oddechem
pan otwiera drzwi
pani pakuje do torby orzechowca
chce wspomóc wzlot kącików ust
uciekam
ścieżki w śniegu opowiadają
tędy przeszły niedźwiedzie
sarny ciągnęły młode za rękawiczki
a moja łapie tylko płatki z powietrza
mogę z nich wyczytać że niedługo piętnasta
ale nadchodzą święta i świat ma oczekiwania
Edward dzisiaj nie wróci
Dentysta wsadził podłużne narzędzie do ust dziewczyny i polecił patrzeć na ekran. Chyba umknął mu fakt, że zamiast zębów to jej twarz stała się śnieżnobiała. Otchłań, którą miała przed sobą przekazywała tylko jeden komunikat: patrz, patrz, ile będziesz cierpieć. Tą samą śpiewkę potwierdziło wiertło, odgrywając serenadę przy zbliżaniu się do zęba.
- To ja jednak wsadzę pani lekarstwo - widocznie zaczął obawiać się o stan fotela, na którym pojawiło się już kilka wgłębień po paznokciach. - Proszę posiedzieć tak z dziesięć minut, żeby tlenek porządnie stwardniał.
Co miała robić? Rurka zasysała ślinę z ust, powodując jeszcze większą zbędność języka niż zwykle. Z trzech podstawowych funkcji, nie pozostała mu ani jedna. Nie mógł pomagać wydostawaniu się dzwięków artykułowanych ani tym bardziej procesom konsumpcji. Sytuacje intymne, w których bywa wykorzystywany, także otarły się o półkę z napisem: zapomnienie.
Spoglądała na stopy. Dobrze je zakonserwowała, żaden mróz nie miał prawa bytu w nowych butach. Poruszyła nimi, sprawdzając czy rzeczywiście należą do niej. Ale uśmiech, który pojawił się na moment za ssakiem, zniknął, gdy tylko pani z tvn style zjawiła się w takich samych kozakach.
- Świetnie - pomyślała - i cała oryginalność strzeliła w łeb.
- Ale pani ma piękne włosy - kobieta uwalniała ją ze śliniaczka i zasysacza. - Bardzo przypominają włosy Kai Paschalskiej!
To było tak, wszystko w jednej chwili: zeskok z fotela, mordercze spojrzenie, złapanie kurtki i torebki, połączone z wybiegiem z placówki.
* * *
kiedy kobieta i nadgodziny
Edward w pracy
a mi znów marzną dłonie
i w butach staw skuty lodowym oddechem
pan otwiera drzwi
pani pakuje do torby orzechowca
chce wspomóc wzlot kącików ust
uciekam
ścieżki w śniegu opowiadają
tędy przeszły niedźwiedzie
sarny ciągnęły młode za rękawiczki
a moja łapie tylko płatki z powietrza
mogę z nich wyczytać że niedługo piętnasta
ale nadchodzą święta i świat ma oczekiwania
Edward dzisiaj nie wróci





Komentarze