

Justyna Barańska – ur. 1988 r. w mieście Wojaczka, mieszka w Rudzie Śląskiej. Studiuje kulturoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach.
Uwielbia czerwone buty, fioletowe niebo i Czesławów. Wraz z poznaniem Baudelaire’a w jej życiu na stałe zagościła poezja.
Nagrodzona na Portalu Pisarski za opowiadanie „9”, a wiersz „pięć na dwa” wyróżniła Mirka Szychowiak.
Jej teksty zostały umieszczone w Antologii Forum: Ogród Ciszy, zatytułowanej: „ogrodowe pejzaże” (2009) oraz w Antologii Forum Plezantropia (2009). Wiersze ukazały się również w kwartalniku sZAFa (32/2009).
Używane pseudonimy: anima, hayde, czerwona oranżada.

Opublikowano mnie w:

Ciekawe strony:


Strony związane z literaturą/ czasopisma:
pędractwo 2
[21.12.09/19:51]
Wbrew pozorom z bitwy na pędraki nie pozostał tylko link (http://czerwonaoranzada.broszka.pl/bitwa-na-pedraki,w) do notki na jej temat. Mam jeszcze jeden tekst, który wówczas nie chciał ujrzeć światła dziennego. Dopisałam do niego dwójkę, ale prawdą jest, że to on powstał pierwszy - jest jak mandragora, nieudana próba stworzenia człowieka, która jednak poza swymi magicznymi właściwościami ratowała tyłki Ludziom Lodu.
Tutaj pędractwo przerwie ciąg rzeczywistości (ostatnio wpycha się między teksty i pokazuje swój przeokropny jęzor!), nie pozwalając na nadmierne zatopienie się w śniegu zza okna!
pochwała pędractwa 2
piasek jak pozostałość wędrówek
po górskich zboczach wtacza się w tenisówki
to będzie nasz chleb
powietrze przesączone zapachami i ludzie
zza zamkniętych drzwi wyrastają dłonie
dźwięczne monety bruk
mężczyzna jak Chrystus strzela do nas
ramionami rozkłada woła plugastwo tej ziemi
niech drogi prowadzą przez dworce domy
na jeden dzień
piękne mamy palce długie i śnieżne
od przytulania ulic
Tutaj pędractwo przerwie ciąg rzeczywistości (ostatnio wpycha się między teksty i pokazuje swój przeokropny jęzor!), nie pozwalając na nadmierne zatopienie się w śniegu zza okna!
pochwała pędractwa 2
piasek jak pozostałość wędrówek
po górskich zboczach wtacza się w tenisówki
to będzie nasz chleb
powietrze przesączone zapachami i ludzie
zza zamkniętych drzwi wyrastają dłonie
dźwięczne monety bruk
mężczyzna jak Chrystus strzela do nas
ramionami rozkłada woła plugastwo tej ziemi
niech drogi prowadzą przez dworce domy
na jeden dzień
piękne mamy palce długie i śnieżne
od przytulania ulic





Komentarze