

Justyna Barańska – ur. 1988 r. w mieście Wojaczka, mieszka w Rudzie Śląskiej. Studiuje kulturoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach.
Uwielbia czerwone buty, fioletowe niebo i Czesławów. Wraz z poznaniem Baudelaire’a w jej życiu na stałe zagościła poezja.
Nagrodzona na Portalu Pisarski za opowiadanie „9”, a wiersz „pięć na dwa” wyróżniła Mirka Szychowiak.
Jej teksty zostały umieszczone w Antologii Forum: Ogród Ciszy, zatytułowanej: „ogrodowe pejzaże” (2009) oraz w Antologii Forum Plezantropia (2009). Wiersze ukazały się również w kwartalniku sZAFa (32/2009).
Używane pseudonimy: anima, hayde, czerwona oranżada.

Opublikowano mnie w:

Ciekawe strony:


Strony związane z literaturą/ czasopisma:
z Pawłem historie dalsze
[25.01.10/20:48]Paweł i pociągola
miałam zacząć od snu
ale myślę Paweł że ci się nie spodoba
wolisz jak prowadzę przez tory
na których pociąg nie chce wołać tokkółata
możemy usiąść powdychać
jesień
zapanowała na polach rdzawiąc horyzont
nie wiem jak długo jeszcze będę wierzyła
w konstelacje które budujesz na niebie
mają nas łączyć księżyce przez okna
poślemy ich blask w lusterkach
wrócą sny i zamilknę
nim wymienimy usta każdy pójdzie do domu
/wrzesień '09/
Zależność człowieczeństwa od snowboardu
Dzień pierwszy. Nauka jak utrzymać się na desce,
rozłożone ręce pozwalają wzbić się w pozycję
na za dwadzieścia szósta. Jeszcze kawałek,
droga na lewo została usiana drzewami,
miękkie mają poszycie, obrośnięte w pułapki przypominają kobiety
- wygięte biodra flirtują z deską, wbiegają na nią
jakby chciały zlać się z ciałem.
Dzień drugi staje się unikiem, jeszcze nie rozumiem,
ale widzę miejsca niezatrzymane przez nikogo.
Jest coraz później, za kwadrans powinnam być człowiekiem.
Krople na czole znaczą drogę. Trzeba się podeprzeć
o wybite palce skupione w twardniejącym lodzie.
Przestaję liczyć, godzina szósta nie nadchodzi, gdy spoglądam
na zegarku tarcza zaparowana. Kręgosłup sprzyja grawitacji i desce.
Mogę się tylko zatrzymać, usiąść obok Pawła, jego dłoni
mówiącej: ten stok to przepaść. Wszyscy chcą stanąć na dole,
będąc w ruchu jak najdłużej.
Czy to Równica naprzeciwko wyłania się z chmur,
pytam, ale Paweł nigdy się nad tym nie zastanawiał.
Rozmasowuje mi stężałe w skurczu łydki i już wie,
że to ani nie dzień ostatni, ani nie wszyscy.
/Ustroń, styczeń ‘10/





Komentarze