[sekundę...] 
feed

darmowy hosting obrazków



darmowy hosting obrazków



Justyna B
arańska – ur. 1988 r. w mieście Wojaczka, mieszka w Rudzie Śląskiej. Studiuje kulturoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach.
Uwielbia czerwone buty, fioletowe niebo i Czesławów. Wraz z poznaniem Baudelaire’a w jej życiu na stałe zagościła poezja.
Nagrodzona na Portalu Pisarski za opowiadanie „9”, a wiersz „pięć na dwa” wyróżniła Mirka Szychowiak.
Jej teksty zostały umieszczone w Antologii Forum: Ogród Ciszy, zatytułowanej: „ogrodowe pejzaże” (2009) oraz w Antologii Forum Plezantropia (2009). Wiersze ukazały się również w kwartalniku sZAFa (32/2009).

Używane pseudonimy: anima, hayde, czerwona oranżada.


Wywrota - komuna internetowa









Opublikowano mnie w:
  • Szafie (32/2009)
  • Antologii Ogrodu Ciszy
  • Antologii Forum Plezantropia





    Ciekawe strony:










  •  



  • PARA-LAKSA, czyli HEROINA i RÓŻOWY SŁOŃ  na poprawę humoru



  •  



    Image Hosted by ImageShack.us




    darmowy hosting obrazków



    darmowy hosting obrazków




    Strony związane z literaturą/ czasopisma:

    zbananowany

    [25.12.09/03:25]
    kiedy zachód ludzi


    w parku jesienno-zimową porą
    powyrastały naprzeciw siebie ławki jakby to był znak
    że trzeba się za nimi schować i strzelać z bananów
    pierwsza kula rozpruwa mi kurtkę nowy wzór
    wyprowadza na barykady druga kula
    poszerza twój uśmiech i każe biec
    pod dębami rozrzucona amunicja pali się do procy
    tylko podejdź – krzyczę – nie zawaham się zużyć
    rewolweru załadowanego szyszkami

    chlupiemy stawy w butach poszukując zakładnika
    ale brakuje ludzi
    którzy zaszliby z nami na dziki zachód
    dali się przywiązać do oskalpowanych drzew

    przechodnie dźwigają nogawki by nie pić
    byle czego z kałuży
    w niej topimy ręce i banany
    jak tylko puszcza mróz w pogoń za bladą twarzą


    Coraz częściej odnosiła wrażenie, że do działań własną osobą pozostał jej jedynie Vlary. Jakby ten duch porypanych pomysłów, miał moc uwalniania podświadomie ukrytych pokładów dobrej zabawy. Dobrej, a jednocześnie specyficznej i dla wielu osób wprost nie do przyjęcia. Wyłamywali się z  Vlarym ze schematu, który kazał chodzić na imprezy, rwać elementy lasu. Kiedy niby nikt nie patrzył należało rozkładać nogi i krzyczeć: Mario Magdaleno! dziewicą jestem [po-orleańską!] i nic, co dziewicze nie jest mi obce. Potem w szale wymieszanych rozczarowań, pożądania, jak również przedstawienia siebie jako tej fajnej/ tego fajnego, wyszłoby na spacer hasło pod tytułem: pyta, że hej!
    Bo od kiedy całujemy się z zachodem, to milej patrzy się na puszczalskich, niż na ludzi, którzy dążą do katharsis przez co innego, nawet już nie przez rosół song, ile przez wykorzystanie psychicznych przymiotów aż do fizycznego wykończenia.
    Banany, które suszą własną miazgę w lateksie, poddrapywane przez strychowego ociosanka, nie stanowią atrakcji. Wręcz wywołują obrzydzenie. Dlaczego?
    Też była tego wszystkiego ciekawa, ale autobus zatrzymał się, z pasterki wszyscy wyszli, tylko gwiezdzie chciało się jeszcze wisieć.
    dodaj komentarz

    Komentarze


    brak komentarzy